Niepodległa! Referat, homilia i zdjęcia z uroczystości

 

Odrodzenie Polski w 1918 roku

Wojciech Roszkowski

Gdy na początku 1914 roku zaczynał się dzień w każdym polskim miasteczku czy polskiej wsi, jego mieszkańcy nie wyobrażali sobie, że za niecałe pięć lat obudzą się w niepodległej Polsce. Przez ponad sto lat wyobraźnię Polaków kształtowały bowiem marzenia i lęki tak świetnie oddane w wierszu Edwarda Słońskiego

„O Polsko, święte twe imię
Po cichu i po kryjomu
Z trwogą za siebie i innych 
Szeptano w ojcach mych domu.
Prawdziwe jakieś nieprawdy
Opowiadano o Tobie 
Mówiono, że jesteś święta 
Mówiono, że leżysz w grobie”.

Czas zmienia często niewiele, a często bardzo dużo. Mało kto wyobrażał sobie w Polsce, jak mogą się potoczyć wydarzenia wojenne, zapoczątkowane w sierpniu 1914 roku, tak jak Józef Piłsudski, który jeszcze wiosną tegoż roku podczas odczytu w Paryżu stwierdził, że Polska może odzyskać niepodległość, jedynie jeśli państwa centralne pokonają Rosje, a następnie ulegną państwom Ententy na Zachodzie. A jednak tak się stało.

Latem 1914 roku lawina wojenna ruszyła, ale sprawa polska wyglądała nadal bardzo mgliście. Gdyby wojnę wygrała Rosja można było co najwyżej liczyć na rozszerzenie zaboru rosyjskiego aż po Odrę i to bez wysiedlenia ludności niemieckiej. Gdyby triumfowały państwa centralne, podzieliły by one zapewne zabór rosyjski, ale wobec przewagi niemieckiej w tej koalicji trudno było liczyć na awans Galicji do roli współgospodarza cesarstwa habsburskiego, tak jak o tym marzyli  galicyjscy zwolennicy „trializmu”. Operacja I kompanii kadrowej Piłsudskiego, mająca na celu wybuch antyrosyjskiego powstania w Królestwie Kongresowym była przedwczesna i zawiodła, choć była pierwszym krokiem do stworzenia polskich legionów u boku armii austro-węgierskiej. Tymczasem setki tysięcy Polaków, wcielonych do armii rosyjskiej, niemieckiej i austro-węgierskiej walczyły przeciw sobie i ginęły w tej walce, nierzadko na polskiej ziemi.

Przez dwa pierwsze lata wojny sprawa polska nie ruszała z miejsca. Dopiero gdy państwa centralne zajęły Królestwo Kongresowe i zaczęły odczuwać brak świeżego rekruta, dwaj cesarze wydali Akt 5 Listopada 1916 roku obiecujący stworzenie z Królestwa państewka polskiego w ścisłym związku z państwami centralnymi. Choć było to zbyt mało, by wzbudzić ducha bojowego Polaków z zaboru rosyjskiego, sprawa polska została umiędzynarodowiona przez zaborców po raz pierwszy od stu lat. Co więcej, u boku administracji państw centralnych na ziemiach centralnej Polski zaczęły powstawać zalążki administracji polskiej. Rozbudowano legiony polskie, walczące z powodzeniem u boku armii austro-węgierskiej. W ślad za państwami centralnymi licytację o względy Polaków podjęła carska Rosja, choć w mniejszym stopniu i z mniejszym efektem, gdyż w marcu 1917 roku carat został usunięty przez „rewolucję lutową”. Niemniej Rząd Tymczasowy i rady delegatów musiały poprzeć aspiracje Polaków, a sojusznicy Rosji na Zachodzie przestali uznawać sprawę polską za jej wewnętrzny problem. W Paryżu powstał Komitet Narodowy Polski, będący reprezentacją polskich interesów u boku państw Ententy. Główną rolę odgrywali  nim narodowi demokraci Romana Dmowskiego. W Rosji zaczęły powstawać polskie korpusy wojskowe, a do Francji zaczęli się przedostawać oficerowie i żołnierze z Rosji, tworząc wraz z ochotnikami z Polonii amerykańskiej kanadyjskiej zalążki polskiej armii. Jej dowództwo objął wkrótce przybyły z Rosji gen, Józef Haller.

Kiedy w kwietniu 1917 roku do wojny weszły Stany Zjednoczone, Piłsudski zrozumiał, że dalsze stawianie na państwa centralne traci sens. W lipcu tegoż roku odmówił złożenia przysięgi na wierność Niemcom i Austro-Węgrom i dał się internować w Magdeburgu. Gdy na początku listopada 1917 roku rewolucja bolszewicka zmiotła rosyjski Rząd Tymczasowy, Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone ujrzały w Polakach sojusznika w walce o przywrócenie białej Rosji i tym bardziej popierały odtworzenia państwa polskiego. Dał temu wyraz prezydent USA Woodrow Wilson dwukrotnie: w przemówieniach ze stycznia 1917 roku i stycznia 1918 roku. Ta ostatnia mowa, zawierająca 14 postulatów pokojowych, obejmowała też Punkt 13, mówiący o niepodległości Polski. Problem polegał jednak na tym, że przywrócenie rządów „białych” w Rosji było by dla Polski katastrofalne, gdyż przekreślali oni polskie plany niepodległościowe.

Przez rok i kilka miesięcy swego internowania Piłsudski tylko czekał aż państwa centralne ulegną. Doczekał się na początku listopada 1918 roku, gdy władze niemieckie uznały, że z pomocą ustanowionej wcześniej przez państwa centralne w Warszawie Rady Regencyjnej może on uratować wpływy niemieckie w Polsce, a choćby ułatwić wycofanie się wojsk niemieckich z centralnej Polski. Kiedy 10 XI 1918 roku Piłsudski przybył do Warszawy zastał sytuację niesłychanie skomplikowaną. Polacy gotowi byli rozbrajać Niemców, ale nie było jasne, jak się oni zachowają. Nastroje społeczne szybko ewoluowały w kierunku rewolucyjnym, choć silne były też w miastach wpływy zachowawczej społecznie Narodowej Demokracji. Krajowi zagrażały fale rewolucji ze wschodu, zachodu i południa, a także wojna domowa. Co więcej, w Krakowie i Lublinie powstały już zalążki władz państwowych (Polska Komisja Likwidacyjna i rząd Ignacego Daszyńskiego). Lokalne władze polskie powstały też w Przemyślu i na Śląsku Cieszyńskim, a rewolucję zapowiadały radykalne ruchy chłopskie i komuniści.

Przejąwszy z rąk Rady Regencyjnej władzę nad tworzącym się wojskiem polskim, Piłsudski doszedł do porozumienia ze zrewoltowanymi żołnierzami niemieckimi, doprowadzając do ich pokojowego rozbrojenia. Mianując socjalistyczno-ludowy rząd Jędrzeja Moraczewskiego i patronując jego manifestowi, zapowiadającemu radykalne reformy społeczne, Piłsudski uspokoił zrewoltowaną ulicę. Jako niedawny socjalista i zwolennik państw centralnych nie był jednak mile widziane w stolicach Ententy, która 11 XI wymusiła na Niemcach rozejm na froncie zachodnim. Zapowiedź wyborów powszechnych skłoniła bardziej umiarkowanych socjalistów polskich do uznania ustroju demokratycznego i odciągnęła ku nim socjalistów bardziej radykalnych. Narastały jednak problemy z opozycją prawicową. Narodowcy oskarżali rząd w Warszawie o bolszewizm, co mogło się okazać katastrofalne zważywszy zwycięstwo Ententy na froncie zachodnim. Na początku stycznia 1919 roku Piłsudski dopuścił do kontrolowanego zamachu prawicowego, po czym skompromitowawszy prawicę, mianował niezwykle popularnego w stolicach Ententy Ignacego Paderewskiego premierem. Uspokoiwszy prawicę narodową, uzyskał międzynarodowe uznanie dla Polski w stolicach zachodnich. Wybory z końca stycznia 1919 roku okazały się sukcesem. Głosowało ponad 70% uprawnionych, wybierając Sejm Ustawodawczy składający się w jednej trzeciej z lewicy, centrum i prawicy. Radykalne reformy odłożono na półkę. Gdy 10 II 1919 roku Piłsudski otwierał obrady Sejmu Ustawodawczego, mógł z satysfakcję stwierdzić, że dzieło odtworzenia państwa osiągnęło swój cel. 

Strategiczna gra Piłsudskiego zakończyła się sukcesem. Nie był to koniec procesu kształtowania i umacniania państwa. Pokojowa konferencja w Paryżu określiła w czerwcu 1919 roku zachodnią granicę Polski z uwzględnieniem wyników dwóch plebiscytów: na Górnym Śląsku oraz na Warmii i Mazurach. O ile pierwszy z nich zakończył się w 1921 roku względnym sukcesem Polski, drugi przyniósł jej w lecie 1920 roku porażkę. W następnych dwóch latach trwała walka zbrojna o ostateczny kształt terytorium Polski i jego niepodległość w obliczu inwazji bolszewickiej. Zwycięska bitwa warszawska z sierpnia 1920 roku, która Lord d’Abernon określił mianem osiemnastej decydującej bitwy w dziejach świata, zapobiegła sowietyzacji Polski na 19 lat i obroniła Europę przed rewolucją bolszewicką. Nowe państwo przezwyciężało ogromne trudności związane ze zniszczeniami wojennymi i tworzeniem organizmu gospodarczego w nowych granicach. Ceną procesu odbudowy była inflacja, która w 1923 roku zamieniła się w hiperinflację. Udało się ją ugasić dzięki reformie skarbowo-walutowej Władysława Grabskiego bez żadnej pomocy zagranicznej. Kiedy jednak w 1925 roku państwo okrzepło, nastąpiła rewizja systemu wersalskiego w postaci paktów gwarancyjnych z Locarno i umowy niemiecko-sowieckiej z kwietnia 1926 roku – pierwsze symptomy nowego układu sił w Europie. Koniunktura międzynarodowa, którą dramatycznie zmienił wielki kryzys gospodarczy z lat 1929-1935, znów zaczęła się zmieniać na niekorzyść Polski. Mimo zawarcia w 1934 roku układów o nieagresji z Niemcami ZSRR, zaledwie pięć lat później oba te państwa zniszczyły niepodległą Polskę. 

xxx

Niepodległość jest dla narodu tym, czym wolność dla osoby. Tę banalną prawdę warto sobie uświadomić, gdy świętujemy stulecie zakończenia I wojny światowej i odzyskanie lub uzyskanie niepodległości przez Polskę i inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej, które w większości są dziś członkami Unii Europejskiej. Warto o tym wspomnieć także dlatego, że w państwach będących europejskimi mocarstwami, nikła jest na ogół świadomość tego, czym była i jest niepodległość dla narodów, które były jej pozbawione. Przykład Polski, która niepodległości była pozbawiona przez cały XIX wiek i której losy w historii najnowszej określały w dużej mierze Niemcy i Rosja, jest nieco odmienny od Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, państw bałtyckich czy bałkańskich, ale dostrzec tu można cechy wspólne – dążenie do odtworzenia lub utworzenia własnego państwa na początku XX wieku. Można to dążenie nazwać pragnieniem wolności. Chodzi tu jednak nie o wolność anarchiczną, będącą zagrożeniem dla porządku międzynarodowego, ale o „wolność do” - pragnienie wzięcia swych losów we własne ręce i współudział w kształtowaniu bardziej sprawiedliwych stosunków międzynarodowych.

Pamiętać należy o konstruktywnej roli Francji i Stanów Zjednoczonych w budowaniu Europy wersalskiej po 1918 roku. Obu państwom zabrakło siły i determinacji by dzieło to umocnić i obronić, ale pamiętać winniśmy o ich licznych wysiłkach, zwłaszcza z początku lat dwudziestych, łącznie z zapomnianym dziś nieco paktem Brianda-Kellogga z 1928 roku. Gdyby był on respektowany przez Niemcy i ZSRR, nie doszło by do tragedii 1939 roku i II wojny światowej. Warto wspomnieć, że państwa Europy Środkowej i Wschodniej próbowały także na własną rękę umacniać swoją niepodległość. Wystarczy przypomnieć dramatyczną obronę Polski i Europy przed bolszewizmem przez armię polską w 1920 roku, opanowanie rewolucji komunistycznej przez armię węgierską w 1919 roku, czy też wysiłki niewielkich państw bałtyckich skupionych w Entencie Bałtyckiej. Niestety, punkt widzenia poszczególnych państw tego regionu różnił się często dość znacznie,  czego przykładem było fiasko Małej Ententy, czyli porozumienia Czechosłowacji,  Rumunii i Jugosławii. Międzywojenna Polska nie pasowała do obu tych konfiguracji regionalnych ze względu na swoje problemy zarówno z Niemcami jak i z ZSRR. Dla państw Małej Ententy byłoby to zbyteczne obciążenie, zważywszy, że Czechosłowacja obawiała się tylko Niemiec, Rumunia – Związku Sowieckiego, a Jugosławia – bardziej Włoch niż któregoś z tamtych dwóch mocarstw. Ponieważ zaś Mała Ententa skierowana była głównie przeciw Węgrom, Polska nie była też tam pożądana z powodu swych historycznie dobrych relacji z tym krajem. Graniczny konflikt z Litwą o Wileńszczyznę, nota bene zamieszkałą wówczas w większości przez Polaków, uniemożliwiał też bliższe relacje Polski z państwami bałtyckim. 

Trzeba się pogodzić z faktem, że listopad 1918 roku oznacza w pamięci różnych narodów różne rzeczy. Dla Francuzów i Brytyjczyków był to początek okresu ulgi i leczenia straszliwych ran zadanych przez działania wojenne. Dla Niemców był to okres upokorzenia, większego nawet niż klęska wojenna, a także początek niebezpiecznych reakcji rewizjonistycznych. W Rosji był to początek wojny domowej, z której zwycięsko wyjść mieli bolszewicy ze swoimi planami rewolucyjnego imperializmu. Dla Polaków, Czechów i Słowaków czy Estończyków było to przede wszystkim ziszczenie marzeń pokoleń. Pamięć o roku 1918 jest w narodach europejskich bardzo różna. Jeśli we Francji czy Wielkiej Brytanii pamięta się głównie o hekatombie ofiar, które okupiły zwycięstwo i o okropnościach walk pozycyjnych, w Polsce ofiary wojny wspomina się z szacunkiem jak bohaterów walki o wolność, zapominając czasem, jaka była ludzka cena tej wolności. 

Pamięć w dużej mierze określa priorytety narodowe. To, że jest ona tak różna w różnych krajach nakłada na nas dziś, po stu latach od zakończenia I wojny światowej, obowiązek szczególnej troski o wyważanie racji. Od historii nie uciekniemy, a jeśli będziemy próbować o niej zapomnieć, w powstałą próżnię wkraść się mogą demony. Unikać musimy uleganiu narodowym stereotypom i „jedynie słusznych” interpretacji historii. Unia Europejska stanowi szansę pogodzenia różnych racji historycznych, pod warunkiem jednak, że stosować będziemy wszyscy prostą zasadę „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”.

HOMILIA NA MSZY ŚWIĘTEJ PODCZAS UROCZYSTYCH OBCHODÓW 100. ROCZNICY ODZYSKANIA PRZEZ POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI

Abp Wojciech Polak, Prymas Polski

Dei providentia, populi constantia – Polonia restituta!

Eminencjo, Najdostojniejszy Księże Kardynale,
Drodzy Bracia w Kapłaństwie,
Osoby Życia Konsekrowanego,
Przedstawiciele Życia Publicznego,
Panie Ambasadorze,
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

W przeddzień, niejako więc w wigilię 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, zgromadziliśmy się tutaj, w londyńskiej katedrze, aby modlić się za naszą Ojczyznę. Na ogół Polacy, gdziekolwiek są na świecie – wskazywał nam święty Jan Paweł II – zachowują więź z Ojczyzną właśnie poprzez Kościół, poprzez pamięć Matki Boskiej Jasnogórskiej, naszych świętych patronów, poprzez te wszystkie tradycje religijne, którymi żył naród tysiąc lat i żyje dzisiaj. Wyrazem tej szczególnej więzi z Ojczyzną jest więc nasza pamięć, pamięć nas wszystkich, także mieszkających tutaj na Wyspach Brytyjskich, o Polsce, i zarazem wdzięczność Bogu i ludziom, że sto lat temu, po latach zaborów i niewoli, nasza Ojczyzna na powrót stała się wolna i niepodległa. W czasach rozbiorów i okupacji – jak dawał temu świadectwo w czasie swego pamiętnego przemówienia w UNESCO Jan Paweł II -  zachowaliśmy własną tożsamość i własną suwerenność jako naród – nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg. W ten bowiem sposób, dzięki wierze i kulturze, dzięki pielęgnowaniu wspólnej pamięci i poczuciu tożsamości potrafiliśmy przetrwać czas zaborów. Potrafiliśmy, żywiąc szacunek i krzewiąc poczucie wspólnoty wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie i pochodzenie, zachować w naszych sercach polskość. Potrafiliśmy zachować ducha narodu i pragnienie niepodległości, a sto lat temu, dobrze wykorzystując ówczesną godzinę dziejów, ogłosić wtedy całemu światu: Dei providentia, populi constantia – Polonia restituta. Patrząc bowiem z wiarą na odzyskanie przed stu laty niepodległości, widzimy to wydarzenie również w świetle Bożej Opatrzności, a więc w świetle Boga, który – jak śpiewaliśmy dziś w psalmie - króluje na wieki, przez pokolenia. Dlatego pierwszy prymas Polski odrodzonej, obejmując jeszcze w czasie toczącej się wówczas I wojny światowej stolicę prymasowską w Gnieźnie, mając świadomość – jak pisał w swym pierwszym liście pasterskim – że na zegarze świata biją godziny, mające wywrzeć wpływ ogromny na losy ludów i narodów (…) tłumaczył, że to widoczna ręka Boża, kreśląc tajemnicze znaki, na razie nam niezrozumiałe, zapowiada przeobrażenie świata. Zniknie więc – dodawał prymas Dalbor - co z woli Bożej ma zginąć, powstanie i przetrwa, co Bóg zechce powołać do życia i zachować. I życzył: obyśmy się wszyscy stali godnymi tej wielkiej chwili dziejowej. Obyśmy więc czystością naszego serca, nieskazitelnością umysłu, ochoczością dobrej woli zasłużyli należeć do tych, co mają mieć życie i obficie je mieć (J 10,10), i spełniać w dalszych dziejach świata myśl Bożą na ziemi. 

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia! Dwie wdowy, o których opowiada nam dzisiejsza Liturgia Słowa, pierwsza wdowa z Sarepty Sydońskiej i uboga wdowa z dziedzińca jerozolimskiej świątyni, przypominają nam, że ufność i nadzieję pokładaną w Bogu, trzeba nam w życiu łączyć z podejmowaniem mądrych i odważnych decyzji, z konkretnym zaangażowaniem i działaniem, z konkretną odpowiedzią, jaką dajemy Bogu i ludziom. W postawach tych biblijnych wdów można zobaczyć ukazane nam jakby dwie strony tego samego medalu. Nie wolno bowiem zatrzymywać się tylko na jednej z nich. Nie wolno redukować całego przekazu do podkreślania tylko jednej rzeczywistości. Nie da się bowiem prawdziwie żyć wybierając tylko jedną z nich. Pokładanie naszej ufności i nadziei w Bogu oraz zawierzenie w życiu Bożej Opatrzność, nierozerwalnie łączą się przecież i muszą się łączyć ze świadomością – jak przypomina nam Katechizm Kościoła Katolickiego - że to sam Bóg daje ludziom możliwość dobrowolnego uczestniczenia w swojej Opatrzności, powierzając im odpowiedzialność za czynienie sobie ziemi „poddaną” i za panowanie nad nią. Domagając się wręcz – jak mówi nam jeszcze dalej sam Katechizm – wprost dziecięcego zawierzenia swojej Opatrzności, Bóg nie zastępuje nas jednak i nie wyręcza z odpowiedzialnego i odważnego działania. Stworzenia rozumne i wolne – czytamy jeszcze w Katechizmie Kościoła Katolickiego - muszą zdążać do swego przeznaczenia przez wolny wybór, a przed wszystkim przez miłość. Nie jesteśmy bowiem jakimiś bezwolnymi marionetkami w rękach Boga. Nie jesteśmy też zdani na ślepe zrządzenie losu. Nie jesteśmy biernie poddani historii świata i jego dziejom. W swej ludzkiej wolności mamy na nie wpływ. Mamy przecież wpływ na to, w jaki sposób żyjemy i w jaki sposób troszczymy się i zabiegamy o dobro wspólne. Bóg uczynił nas ludźmi wolnymi. Dzięki temu wolność jest w nas. Jako ludzie wolni możemy zatem być i jesteśmy uczestnikami naszej ludzkiej historii, odpowiedzialni również przed Bogiem za jej ostateczny kształt i przebieg. Jesteśmy jej częścią. Ona należy do nas i ona też od nas zależy. Owszem, jak przypomniał nam na Jasnej Górze papież Franciszek, do tego konieczna jest mocna nadzieja i ufność w Tym, który kieruje losami narodów, otwiera drzwi zamknięte, przekształca trudności w szanse i stwarza nowe scenariusze tam, gdzie wydawało się to niemożliwe. Konieczna jest jednak także nasza odwaga i wiara w nasze ludzkie działanie. Konieczne jest cierpliwe i uparte szukanie wciąż nowych możliwości. Konieczne są również i dziś nasze zabiegi i starania o Polskę, jak konieczne były wówczas, przed stu laty, tak różne przecież drogi do jej niepodległości, na których ujawniła się, jakby wręcz wybuchła, pomimo dzielących nas różnic i sposobów patrzenia na przyszłą Polskę, miłość do Niepodległej. Wśród wielu świadectw zdążania do niepodległości – i to jeszcze w czasie trwającej pierwszej wojny światowej – związanych z osobami dobrze nam znanych wielkich Polaków, Ojców niepodległości, znalazłem również i to wspomnienie o zaangażowaniu jakże licznych polonijnych ośrodków zagranicznych, i w szwajcarskiej Lozannie, i w Vevey, i w Paryżu i również tutaj, w Londynie, gdzie działał The Polish Information Comittee, wydający Polish Review. W tym wszystkim ujawniała się wtedy jeszcze raz owa populi constantia, czyli wytrwałe przekonanie i działanie Polaków, w którym, jak w przypadku owej ewangelicznej wdowy, bardziej nawet niż sama ludzka hojność czy ofiarność, szczodrość czy wielkoduszność, odbijała się ufność i nadzieja, i właśnie to żywe i wytrwałe przekonanie, że warto, że trzeba, że należy wykorzystać nadarzającą się historyczną szansę. A być może odkrywała się w nas już i ta ewangeliczna prawda, iż więcej jest szczęścia w dawaniu siebie samego, w ofiarowaniu tego, co z siebie możemy dać aniżeli w braniu.
Drodzy w Chrystusie Panu Siostry i Bracia! Bohaterki dzisiejszej Liturgii Słowa, wdowa z Sarepty i uboga wdowa z Jerozolimy, ukazały nam więc, w jaki sposób nasze zawierzenie Bożej Opatrzności i konsekwentnie podejmowane działanie, rodzą błogosławione owoce. Pomimo trudnych i naprawdę ekstremalnych sytuacji, w jakich przyszło podejmować im tak ważne życiowe decyzje, w wypadku tej pierwszej obarczone jeszcze odpowiedzialnością za innych, ukazały one – jak ktoś pięknie powiedział – że dłoni opróżnionej bez reszty Bóg  nie odtrąci, lecz ją uściśnie. Bóg nie pozwolił im zginąć. Uczyniony gest dobroci i zaufanie okazane Bogu, stało się podstawą codziennej pewności. Dla wdowy z Sarepty było fundamentem codziennej egzystencji. Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się (…) i tak było co dzień. W potoku zaś przewijających się na dziedzińcu świątynnym ludzi w powłóczystych szatach, z ozdobnymi frędzlami przy sukniach, w gwarze wykrzykiwanych głośno wielkich sum, wrzucanych przez bogatych ludzi do świątynnej skarbony, wśród ludzi przyzwyczajonych do pierwszych krzeseł w synagogach i zaszczytnych miejsc na ucztach, Jezus wypatrzył ubogą wdowę. Dostrzegł, że wrzucając do skarbony dosłownie wszystko, co miała na swe utrzymanie, prawdziwie zaryzykowała własnym życiem. Odzyskana wolność i niepodległość naszej Ojczyzny, którą dziś wspominamy, z pewnością nie ogranicza się jedynie do suwerenności, a więc też niezależności od tego, co zewnętrzne, od innych. Nie wyczerpują jej, choć przecież jakoś wyrażają i jej służą, sama państwowa niepodległość, sprawiedliwe struktury społeczne czy prawa chroniące godność człowieka. Wolność, to przecież coś znacznie więcej, to – jak podkreśliliśmy w przesłaniu XI Zjazdu Gnieźnieńskiego – wybór życia dla innych. Wolność więc to oddanie i służba dobru wspólnemu. Wolność to miłość i miłosierdzie. Wolność to zaangażowanie na rzecz wspólnego dobra, to troska o najsłabszych i potrzebujących konkretnej pomocy i wsparcia. Zdajemy z niej egzamin codziennie, wszędzie tam, gdzie toczy się nasze codzienne życie. I dlatego też wszędzie tam – jak mówi nam jeszcze dokument o chrześcijańskim kształcie patriotyzmu – patriotyzm, a więc miłość naszej Ojczyzny, wzywa nas do wzajemnej życzliwości, do solidarności, do uczciwości i troski o budowanie wspólnego dobra. Miłość Ojczyzny wzywa więc nas do respektowania praworządności i szacunku dla siebie nawzajem. Wzywa nas do otwarcia naszych serc dla drugich, do włączania, a nie wykluczania, do jednoczenia, a nie dzielenia, do przygarniania, a nie odrzucania. Jeśli jest prawdą, jak zauważyli w swym dokumencie o chrześcijańskim kształcie patriotyzmu polscy biskupi, że w czasach niewoli i zmagania o niepodległość właśnie nasz polski patriotyzm pozostawał otwarty i solidarny z innymi, to swoistym zobowiązaniem dobrze przeżytych przez nas wszystkich, przez wszystkich Polaków w kraju i na emigracji, naszych uroczystych obchodów stulecia niepodległości, winno być jeszcze większe otwarcie na siebie nawzajem i życie zgodne z zasadami solidarnej miłości. Nie możemy być niewolnikami egoizmu, także narodowego. Nie możemy wznosić wokół siebie murów zrodzonych z nienawiści czy lęków. Musimy dostrzec, że tylko życie naprawdę ofiarowane drugim, tylko dzielone z innymi, tylko zdolne do współodczuwania, do współpracy i solidarności, może rzeczywiście przynosić owoc. W dramatycznym momencie naszych najnowszych dziejów, spotykając się na modlitwie, właśnie tutaj, w katedrze westminsterskiej, po tragedii smoleńskiej, obecny dziś z nami, tak jak wówczas, kardynał Vincent Nichols, nawiązując do słów naszego hymnu narodowego, z naciskiem nam powtarzał: Polska nie zginęła, dopóki żyjemy. Rzeczywiście żyjesz, żyjecie. Rzeczywiście Polska nie zginęła. Czerpaliśmy z tych słów nadzieję i siłę. I dziś też z tej wspólnej modlitwy pragniemy zaczerpnąć nadzieję i siłę. Nadzieję na przyszłość i siłę, by naszym życiem, także tutaj, pośród tego brytyjskiego ludu, dawać świadectwo miłości Ojczyzny, miłości pięknej, twórczej, otwartej, zdolnej do wzajemnego zrozumienia i szacunku. Amen