Rozważania wokół Relacji końcowej Synodu o rodzinie

Rodzina będąc miejscem radości i doświadczeń jest pierwszą i podstawową „szkołą człowieczeństwa”. Pomimo oznak kryzysu instytucji rodziny w różnych kontekstach, pragnienie rodziny pozostaje żywe wśród młodych pokoleń, dlatego Kościół z przekonaniem głosi „Ewangelię rodziny”, którą otrzymał wraz z Objawieniem Jezusa Chrystusa i nieprzerwanie nauczaną przez Ojców, przez Mistrzów życia duchowego i przez Magisterium Kościoła. Rodzina ma dla Kościoła szczególne znaczenie: „Taka była miłość, że [Bóg] zaczął wędrować z ludzkością, zaczął iść z Jego ludem, aż nadeszła pełnia czasu i Bóg dał największy znak Swej miłości: Swojego Syna. A gdzie posłał Bóg Swego Syna? Do pałacu? Do jakiegoś miasta? Żeby utworzył przedsiębiorstwo? Posłał Go do rodziny. Bóg przyszedł na świat w rodzinie. A mógł to uczynić, ponieważ ta rodzina była rodziną, która miała serce otwarte na miłość, miał otwarte drzwi” (Franciszek, Przemówienie do uczestników Święta Rodziny, Filadelfia, 27 września 2015). Dzisiejsze rodziny są posyłane jako „uczniowie-misjonarze” (EG, 120). W tym sensie konieczne jest, aby rodzina odkryła, że jest niezbędnym podmiotem ewangelizacji.

Miłosierdzie, prawda, sprawiedliwość, czyli czego nam najbardziej potrzeba…

W Nowym Testamencie znajdujemy „definicję” Boga. „Bóg jest miłością” – stwierdza Apostoł Jan (1 J 4,8.16). To stwierdzenie oznacza, że Bóg kocha człowieka, że zaprasza nas do wiecznej wspólnoty miłości. Ale nie tylko. Bóg jest bowiem miłością odwieczną sam w sobie. Był miłością także wtedy, gdy świat jeszcze nie istniał. Miłosierdzia nigdy za dużo. Może być jednak za dużo gadania o miłosierdziu. Pojawia się bowiem niebezpieczeństwo, że miłosierdzie stanie się swoistym wytrychem do wszystkiego. A miłosierdzie do wszystkiego może okazać się miłosierdziem do niczego. Orędzie miłosierdzia nie oznacza żadną miarą, że przestajemy zło nazywać złem, a grzech grzechem, że uśmiechamy się do złej gry, aby nie zepsuć politycznie poprawnej atmosfery. Jezus nie potępił jawnogrzesznicy, bronił jej przed oskarżycielami, ale na koniec powiedział: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,11). A zatem grzech nazwał grzechem i wezwał do zmiany życia. Jezus nie stwierdził, że każdy ma swoją prawdę i swoje wybory moralne, i że w ogóle nie ma sprawy…